poniedziałek, 9 maja 2011

part.1

Wróciłem z pracy. Styrany jak wół, te pieprzone literki do tej pory skaczą mi przed oczami, chociaż jechałem dokładnie 47 minut, odliczając drogę na parking i katorgę po schodach na górę. Czwarte piętro. Zachciało mi się, cholera. Mam na coś ochotę, ale sam nie wiem na co. Otwieram lodówkę. Bezsensowna wędrówka do kuchni tylko po to, żeby zobaczyć co jest w środku. Nie jestem głodny. Ta mała suka Aki już o to zadbała. Dla rozjaśnienia, Aki to moja sekretarka. Jej sztuczny uśmiech i iście kurewskie ruchy. Drażni mnie. Kolejnym planem na mojej zajebiście długiej liście problemów do rozwiązania, będzie jej egzystencja w mojej, kurwa, w mojej firmie. Zwolnię ją, ale zanim to nastąpi trochę pocieszę się widokiem jej naiwnego ryja, tych wielkich oczu. Jej gapieniem się na mój opięty koszulą tors spod sztucznie podklejonych, cieniutkich powiek. Zastanawiam się, co miał na myśli Ktoś, kto to, kurwa, stworzył. Pierwszym argumentem, jaki mi się nasuwa jest...intencja utrudnienia mi życia. Idąc dalej... Znajdzie się na pewno nie jeden fagas, który zechce ją wydymać, a nuż i coś się z tego urodzi. Oby nie kolejna niemal bezużyteczna szmata.
Jestem znudzony...

Takimi oto kretyńskimi rozmyślaniami dręczył się nasz bohater przez kolejne pół godziny akcji tegoż zajebistego opowiadania. Postanowił odświeżyć się i ubrać, zaś po kilkunastu minutach znów posadził dupę na skórzanym siedzeniu swojej nowej hondy. Kierunek-centrum. Godzina 21, więc korki miał już za sobą. Nawet jeśli, i tak nie miał niczego lepszego do roboty. Nie oglądał telewizji, bo irytował go bezczelny i nieudolny sposób nękania obywateli i wciąganie ich w konsumpcyjny tryb życia. Pieprzona psychologia tłumu. Przesłanie mediów nie drażniło go bynajmniej z powodu bezczelności, a nieudolności. Wyraźnie widział wszystkie błędy popełniane przez reżyserów reklam, czuł się urażony, że dane jest mu słuchać coś, co kierowane jest bez precedensu do istot naiwnych, niższej klasy. Media... wydaje im się, że dotrą do każdego, zrobią wodę z mózgu i wypiorą. Nie jemu, był na to zbyt inteligentny.
Zaparkował pod samymi drzwiami lokalu, a właściwie przed nimi, po części je zastawiając. Zdecydowanym, pewnym krokiem skierował się do wewnątrz, zupełnie ignorując kręcących się z niezadowoleniem ochroniarzy. Nie odezwali się. Znali go. Usiadł przy stoliku w centralnej loży, skąd miał doskonały wgląd na to, co dzieje się zarówno na parkiecie, jak i przy barze, a także na wejście, przez które przelewały się co raz to różniejsze istoty. Założył nogę na nogę i zapalił papierosa.
-To co zwykle? - odezwał się piskliwy głos szczupłego kelnera, ubranego w obcisłe, jakby przykrótkie spodnie. Hiro sięgnął do kieszeni i wyciągnął wypchany portfel. Kilkaset jenów wylądowało w kieszeni chłopaczka, a szelmowski uśmieszek wpełznął na wąskie usta mężczyzny.
-Kup sobie spodnie i wyglądaj jak facet, bo mdli mnie, kiedy patrzę na takie pokraki jak Ty, ubrane w rajtuzy. - burknął i demonstracyjnie strzepał popiół ze swojego szluga. -Wędrowniczek. - zaśmiał się i w ostatniej chwili powstrzymał swoją silną łapę, która już zmierzała w kierunku malutkiego pośladka Kelnera. Chłopak spuścił głowę i po chwili zniknął w gęstniejących smugach dymu tytoniowego. Hiro miał 36 lat i chlubił się bardzo męską, muskularną posturą. Nigdy szczególnie o to nie zabiegał, jak zresztą w każdej dziedzinie życia. Po prostu był, można powiedzieć, że natura pod względami powierzchownymi była dla niego cholernie łaskawa. Miał ostre rysy twarzy. Odstające, seksowne kości policzkowe i dość szeroki nos. Wąskie usta i lekki zarost. Jego włosy były grube, sztywne i proste, wystylizowane, ale dziś zaczesane do tyłu, co jeszcze bardziej uwydatniało atuty jego twarzy. Całe jego ciało było godne podziwu. Przystojne, piękne, ale zawsze bardzo męskie. Duże dłonie i szerokie, długie, zgrabne palce, co świadczyło nie tylko o dobrym statucie społecznym... Drogi, idealnie dobrany garnitur i biała koszula, której kilka guzików było niedbale rozpiętych. To wszystko sprawiało, że co druga kurwa, jaka pojawiała się w lokalu, ustawiała sobie przed nim mood 'kocie ruchy', ewentualnie 'zjedz mnie'. Na krótko. Jego dominujące, mrożące krew w żyłach spojrzenie sprawiało, że chłopcy szybko się onieśmielali i tylko poniektórzy zdobywali się na przepraszające spojrzenie. Większość odchodziła jak najdalej ze swoim upokorzeniem i spuszczoną głową. To wszystko, co Hiro miał ochotę im oferować.
-Proszę Pana... - wydukał niemniej zażenowany Kelner, który postawił przed nim szklankę pełną whiskey.
-O co? - zapytał Starszy, trącając językiem górną wargę. Chłopak z kolei ukłonił się tylko niziutko i poszedł z powrotem. Hiro przez moment miał ochotę wstać, pójść za nim i uświadomić go, że JEGO pytań nie pozostawia się bez odpowiedzi oraz, że jeżeli jego usta nie otwierają się w kierunku byle gówna, więc zamiast obnosić się dumą, powinien paść na kolana i dziękować. Dziękować, kurwa, za powietrze, jakim Hiro oddycha, pomijając już pieniądze, jakie mu dał, bo byłby to wtedy kult pieniędzy, a bożków poza swoją personą 36-latek nie uznawał.
-Szczyl... - w ostateczności warknął tylko za nim i zatopił usta w szklance z alkoholem. Wypił szybko. Równie szybko poczuł, jak komórki jego ciała ogarnia błogie łechtanie. Podniósł się i ruszył do baru, żeby zapłacić.
-Gdzie ta kurwa? - zapytał wysokiego tlenionego chudzielca, obsługującego kasę.
-To znaczy?
-Ta pokraka w ciasnych rajtuzach, która mnie obsługiwała. - odpowiedział, siląc się na żartobliwy ton.
-Coś nie tak? Nigdy nie sprawiał problemów, po prostu nie pozwala się dotykać... - starał się załagodzić sytuację kasjer, przypuszczając, że sprawa poszła o jakieś perwersyjne zagrania ze strony gościa. W tym samym czasie do drzwi frontowych przemknęła równie wychudzona postać, ubrana w jakiś...wór(?). Hiro podziękował i sam ruszył do wyjścia. Szybkie tempo pozwoliło mu złapać Chłopaka tuż pod samochodem.
-Dokąd to? Już po pracy? - zapytał niskim głosem, szperając w kieszeniach w poszukiwaniu ognia.
-Tak. - powiedział speszony chłopak. Był nieśmiały i nie umiał podtrzymywać rozmowy, co było olbrzymią wadą, szczególnie w jego fachu, dlatego też od jakiegoś czasu rozglądał się za możliwością zmiany profesji.
-Masz może zapalniczkę? - Hiro podszedł nieco bliżej.
-Nie, nie palę, przepraszam. - wydukał pospiesznie, przeklinając się w myślach za to, że jest takim beznadziejnym rozmówcą. Mężczyzna, który przy nim stał był mu dobrze znany. Znany z widzenia, z lokalu, często go obsługiwał, ale wcześniej on nie zwracał na niego uwagi...
"Bezużyteczna szmata, jak Aki" - pomyślał, ale na szczęście tego nie powiedział.
///CDN